Home Azja Zwiedzamy zabytki Jawy – Borobudur i Prambanan

Zwiedzamy zabytki Jawy – Borobudur i Prambanan

Autor Kamila Budrewicz
borobudur

Wybierasz się na Jawę głównie ze względu na wulkany, ale nie chcesz wyjść na totalnego ignoranta?  Rozglądasz się za lokalnym Taj Mahalem, Angkor Watczy Sagradą Familią (chociaż  świątynie, zamki i muzea zwykle omijasz ciemnym lasem)? Kompleksów świątyń Borobudur i Prambanan – pominąć nie możesz!

<Gwiazdka> Oczywistą oczywistością jest to, że nie pominą ich wszyscy, wpisujący w Google „Top 10 atrakcji Jawy”. Jednak ci, szukający po haśle „najlepsze wulkany na Jawie” – mogą przeoczyć^^.

 

borobudur

Do Jogji dolatujemy z Surabai późnym popołudniem. Pierwsze wulkaniczne doświadczenia mamy już za sobą (klik) – teraz czas na „ukulturalnienie się” w słynnych obiektach architektonicznych. Wokół starożytnej Yogyakarty, znajduje się kilka świątyń hinduistycznych i buddyjskich. Jako, że nasz czas na Jawie jest mocno policzony – decydujemy się na dwie „topowe”. Niestety odległości między nimi są znaczące, a bilety wstępów nie takie tanie – odpadają wschody i zachody słońca w obu ;).

Najbliżej miasta znajduje się świątynia Prambanan (jakieś 16 km od Jogji). Skoro już jesteśmy na miejscu – żal pierwszego wieczoru nie zwiedzić właśnie jej! Najtańszą opcją odwiedzenia obu obiektów jest zakup biletu łączonego (580 tys. IDR – czyli jakieś 40 USD za osobę). Nie chcieliśmy „szastać kasą”, więc na każde miejsce mieliśmy jedno wejście…

.

„Witamy się z gąską” w Pranmaban

.

Pranmaban jest największą hinduistyczną świątynią w Indonezji. Jest także wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Niestety farta nam trochę zabrakło… Słońce nie poczekało i postanowiło zajść równo z naszym wejściem.  Dosłownie przebiegamy przez bramki, pokazując „w locie” zakupione on-line bilety i celujemy aparatami prosto w słońce. Ostatnie promienie znikają za murami jednej ze świątyń, na naszych oczach!

 

PrambananPrambananprambanan prambananprambanan

 

Z każdą minutą niestety robi się coraz ciemniej, a ludzi jakoś nie ubywa. Przez „szybką akcję” parking – świątynia, nawet nie zdążyliśmy wyjąć statywów z bagażnika. Finał był taki, że robienie zdjęć w ciemnym obiekcie, z mnóstwem turystów – bez kompletnego sprzętu przestało mieć sens. Trochę szkoda, że nie mieliśmy szansy na jeszcze jedno podejście, bo z wiedzą jak to wygląda – trochę lepiej byśmy je wykorzystali artystycznie ;). Poza tym – Pranmaban naprawdę robi wrażenie (i piszemy to my – ludzie lasu 😉 ).

 

.

Prambananprambanan

prambanan

Jest imprezka!

.

Porzucamy świątynne mury z krótkiego spaceru w okolicznym parku. Cały dzień był głównie siedzący – dobrze jest trochę poruszać się przed snem ;).

Kaja ma szósty zmysł jeśli chodzi o wszelkiego typu atrakcje. Od kiedy zaczęła chodzić – plac zabaw albo przedstawienie uliczne była w stanie wywęszyć szybciej niż satelity Google. Zatem komunikat „Tu chyba jest jakaś imprezka!” oznacza w takiej sytuacji jedno – tylko ucięta nagle noga zwalnia nas ze sprawdzenia stanu rzeczy! Dźwięki bębnów i egzotycznych „cymbałów” prowadzą nas do celu…

 

prambanan prambanan

 

Rzeczywiście. Może do świątyń nie mieliśmy farta – za to trafiamy na całkiem niezłą fetę! Całe trybuny, pełne oficjeli i setek zainteresowanych widzów. Dźwięki instrumentów perkusyjnych, wygrywanych przez bujnie przystrojonych muzyków, rozpoczął pokaźny show!

 

prambanan party prambanan party prambanan party prambanan party

 

 

Stoimy jak wryci, kiedy kolejne zespoły zapełniają ogromną przestrzeń. Misternie przygotowane stroje, makijaże, układy taneczne… Wszystko w hipnotycznych dźwiękach muzyki. Co tu się wyprawia? Trawiastą scenę zapełniają coraz to nowe ekipy. Synchronizacja jak wielkostadionowych pokazach! Kaja bawi się doskonale, przy okazji robiąc zdjęcia ze schodzącymi ze sceny zespołami ;). Nie w głowie jej powrót do auta, pomimo późnej godziny. Na szczęście doczekujemy finalnych braw i labiryncie ścieżek i krzaków znajdujemy w końcu wyjście na parking.

 

prambanan partyprambanan
prambanan

 

Borobudur vs wschód słońca

 

Bardzo chcieliśmy, żeby Borobudur nas nie rozczarował. Naoglądaliśmy się trochę „wschodowych” zdjęć z ciężkimi posągami, mgłami i górami w tle. Poza wulkanami – to był więc ten punkt podróży, który na Jawie interesował nas mocno. Minimalne oczekiwania jakieś tam były. Stres pojawił się, kiedy okazało się, że nie można tam tak po prostu dostać się na wschód słońca. Trzeba być gościem Manohara Resort, sąsiadującego ze świątynnymi zabudowaniami. Ceny cenami (tanio nie jest!), ale na bookingu wyprzedane wszystkie pokoje, w pasującym nam terminie. Na stronie hotelu wyczytaliśmy jednak, że oferują specjalny pakiet na wschód słońca (Borobudur Sunrise – https://www.manoharaborobudur.com/en-gb/new-page). W cenie 500.000IDR (250 000 IDR za dziecko do 10 lat) możemy wejść na teren kompleksu o 4:30 rano, przywitać dzień w tłumie innych zwiedzających, obejrzeć różne zakamarki świątyni, zjeść bycze śniadanie, a nawet… wyjść z gratisową apaszką z nazwą miejsca ;).

 

borobudur

 

Wróćmy jednak do słowa klucz – tłumy! Właśnie dlatego celujemy w nietypowe pory dnia, żeby je ominąć. W większej części świata to doskonale działa. Niestety nie tutaj. W Borobudur serio przydaje się nauka oddychania ze szkoły rodzenia. Nikt… dosłownie nikt… nie przejmuje się tym, że władowanie dupska prosto w Twój obiektyw może nie służyć idealnemu kadrowi. Cofając się jednak o 30 minut…

.

borobudur

.

Zostajemy gruntownie przeszukani na okoliczność wniesienia bomby w plecaku (Kaja też) i drona (którego finalnie ochroniarz przeoczył) i w świetle czołówek wkraczamy na teren świątyni. Wygląda ma to, że niektórzy czekają tu od wczoraj, żeby nikt nie podsiadł ich na topowym kawałku cegły. Znajdujemy więc dla siebie kawałek pustej przestrzeni (tak, żeby nikomu nie wchodzić w kadr i nikogo nie mieć przed sobą). Słychać głośne rozmowy, ludzie przeglądają wczorajsze „niusy na fejsie”, w tle słychać płacz dziecka… Brakuje jedynie piania koguta, obwieszczającego rychłe nadejście świtu…
.

borobudur

.

No właśnie… Po chmurach widzimy, że z idealnego wschodu nici, ale wyczekujemy twardo kolorków na niebie. Tymczasem im jaśniej – tym ludu przybywa, a nasze ciśnienie rośnie. Już wiemy, dlaczego wolimy górskie wschody słońca ;). Niektórzy oczywiście zachowują zasady fotograficznego savoir vivre’u. Inni z kolei (tu pozdrowienia dla turystów z Chin) – dosłownie przetrącają każdego, kto miał czelność wyczekiwać upragnionego światła. Ono, na szczęście, pojawiło się nie zważając na wydarzenia ;).

.

borobudur

.

Borobudur – poranne zwiedzanie

.

Nie samymi wschodami słońca człowiek żyje ;). Mając na uwadze śniadanie (żołądki co chwilę upominały się o swoje!) – pozbieraliśmy statywy, plecaki i wyruszyliśmy na szybkie, poranne zwiedzanie świątyni. Na szczęście zaraz po tym, jak tylko słońce uniosło się ponad horyzontem – gromady ludzi zniknęły. Gdybyśmy mogli zajrzeć w tym momencie do kolejki w bufecie Mahonary – dojrzelibyśmy tam większość twarzy ;). Zostaliśmy my, stupy, zbudowane w szczytowej części świątyni i… skaczący po nich instagrmowicze. Na to już nie mieliśmy rady – musieliśmy swoje odczekać…

.

borobudurborobudur

.

Do tej pory udało nam się odwiedzić wiele buddyjskich świątyń, ale Borobudur jest największa na świecie! Jest także najczęściej odwiedzanym obiektem w całym kraju – co pokazuje skalę tego, co się tu dzieje. Świątynia składa się  z trzech poziomów. Najciekawszy jest najwyższy, na którym znajduje się 72 pojedynczych stup. Są ogromną atrakcją, zwłaszcza dla dzieci, bo można zajrzeć do każdej z nich! Ba – posiadacze wystarczająco szczupłych ramion,  mogą nawet chwycić Buddę za ucho ;). W całej świątyni, samych posągów Buddy, jest aż 504!

.
borobudurborobudurborobudurborobudur borobudur

Drugi poziom stanowią trzy  platformy z balustradami. Jego najciekawszym elementem są misternie rzeźbione wzory, na ścianach wspierających budowlę. Pierwszym poziomem jest  po prostu spora kamienna podstawa, która przypomina trochę piramidę. Cały kompleks zajmuje aż 2520 m kwadratowych! Żeby go gruntownie zwiedzić – potrzeba znacznie więcej  czasu, niż krótki poranek przed śniadaniem ;).

boroburu

.

#Protip:  Jeśli nie jesteś fotografem (szeroko rozumianym ^^) i nie polujesz na idealne światło, a zwyczajnie chcesz pozwiedzać – przyjedź na miejsce w okolicach godziny 6.00 rano. Światło do zdjęć będzie nadal przyzwoite, a wszystkie tłumy znikną chwilę wcześniej. Zyskasz tym samym +30 do komfortu.

.
borobudurborobudur

.

 

Borobudur i Prambanan praktycznie

.
prambanan

.

#Dojazd: Świątynia Prambanan znajduje się ok. 17 km na północny wschód od Yogyakarty, natomiast Borobudur jest ciut dalej – niecałą godzinę drogi samochodem od Prambanan. Jeśli lądujecie w Jogji – polecamy rozpocząć zwiedzanie od Prambanan. Odległości między świątyniami nie są małe, więc przy ograniczonym czasie na wizytę w tym miejscu – polecamy np. wynajęcie samochodu z kierowcą lub przewodnikiem (nam świetnego poleciła Ania z bloga wazji.pl – mieszka na stałe na Bali i w Indonezji ma sporo sprawdzonych kontaktów!).

#Godziny otwarcia świątyń: Obie świątynie możecie zwiedzać każdego dnia, w godzinach od 6.00 do 17.00. Wstęp do Borobudur we wcześniejszych godzinach mają goście Resortu Mahonara (nocleg możecie zarezerwować tutaj). Można wykupić także specjalny pakiet na wschód słońca (Borobudur sunrise – rezerwujecie, kontaktując się przez e-mail w linku lub w biurze biletowym, dzień wcześniej). Ceny pakietu: IDR 500.000 (dorośli), IDR 400.000 (uczniowie), IDR 250.000 (dzieci 6-10 lat). Pakiet obejmuje: możliwość wejścia do świątyni o godzinie 4:30, śniadanie w formie bufetu i drobną pamiątkę (my dostaliśmy apaszki 😉 ).

#Ceny biletów w normalnych godzinach zwiedzania: Opłata za wejście do świątyni Borobudur: 350 000 IDR. Identyczną cenę ma wejściówka do świątyni Prambanan: 350 000 IDR. Przy zakupie biletów razem (wejściówki do obu światyń) – koszt będzie znacznie niższy –  580 000 IDR. Łączony bilet, w cenie 40$, możecie kupić np.tutaj.

#Kiedy odwiedzić: Najlepiej w porze suchej. W tym rejonie trwa ona od kwietnia do października. Jeśli nie zależy Wam na wschodzie słońca – najlepiej wczesnym rankiem.

 

>> Zobacz koniecznie inne miejsca, które odwiedziliśmy w Indonezji.

Może Ci się także spodobać

1 komentarz

Indonezja z dzieckiem - plan na 2 tygodnie (Jawa, Flores,Komodo...) 9 lutego 2020 at 20:26

[…] i zapylamy ile sił w mechanicznych koniach do słynnego kompleksu świątynnego – Prambanan (tutaj cała historia). Niestety – zachód słońca na nas nie zaczekał, ale świątynia robi […]

Reply

Zostaw komentarz